Jest źle – i lepiej nie będzie. Czy rowery nas uratują?

23 kwietnia br. w Zabrzu grupa pod nazwą GOP GEAR pasjonatów transportu zbiorowego przeprowadziła debatę oksfordzką na temat – któremu z trzech środków transportu publicznego w naszej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii powinno się przyznać największe znaczenie, który uznać jako najlepszy. Chodziło o kolej, tramwaj czy autobus (+trolejbus).


Debata skupiła około 20 uczestników i chyba w nieoczekiwany kierunek dla organizatorów zmieniła temat dyskusji na – który środek transportu jest w GZM najgorszy. I się zaczęło!…

Na pierwszy ogień poszła kolej. Tu narzekań końca nie było; a to że pociągi się spóźniają, a to że mają problem z myciem, a to że jest ich w sumie za mało albo kursują zbyt rzadko…

Okazało się, że z powodu znacznego wzrostu ilości przejazdów pociągów dalekobieżnych przez naszą aglomerację nie można zwiększyć częstotliwości przejazdów pociągów lokalnych. Zasadą nie do podważenia jest, że pociąg dalekobieżny ma pierwszeństwo na linii przejazdowej. W efekcie przepustowość dla lokalnych połączeń uległa ostatnio zmniejszeniu i więcej pociągów Kolei Śląskich nie da się już upchać na torach . I to obojętnie w którą stronę, czy to z południa na północ, czy z zachodu na wschód Metropolii. Trochę jest luzu w porze pozaszczytowej nocnej, ale wtedy kolejarze wypuszczają na tory przewozy towarowe, a te wiadomo – potrafią wlec się bez końca. Wyraźnie brakuje w naszym regionie tras kolejowych objazdowych albo, tak jak w Trójmieście, niezależnych torowisk dla ruchu lokalnego. Wtedy pociągi mogłyby jeździć nawet co 10 minut. Na takie rewolucyjne inwestycje nie mamy jednak co liczyć – i w pociągach KŚ jak jest, tak będzie. Oby nie było gorzej!

Tramwaje – tu cała lista zarzutów; a to że przestarzały tabor, a to że torowiska zabierają przestrzeń ulic, a to kosztowne utrzymanie trakcji elektrycznej czy nawet słabe wykorzystanie czasu przejazdu. To ostatnie podsumowano dość nieoczekiwanymi rezultatami badań wykorzystania efektywności jazdy tramwajem. Okazało się, że przeciętnie na trasie stoi on 1/3 czasu całkowitego przejazdu. Czyli na samą jazdę tramwaj wykorzystuje tylko 2/3 czasu od momentu wyjazdu do powrotu do zajezdni.
Na zdecydowaną modernizację taboru, elektrycznej sieci tramwajowej i torowisk potrzeba bardzo dużych pieniędzy. Na dzień dzisiejszy ich nie ma i nie widać, aby się w najbliższych latach znalazły.

Czyli jak jest – tak będzie i na tramwaje nie ma co liczyć.

Autobusy – tu było najwięcej narzekań. I to nie tylko, że stoją w korkach razem z samochodami, że jeżdżą brudne na zewnątrz i w środku, że jeżdżą albo za rzadko albo stadami… Chodzi głównie o ich zbyt dużą awaryjność. To nic dziwnego, bo polityka kosztowa wymusza najem przewoźników zewnętrznych z najtańszą ofertą. W efekcie jeżdżą po naszych ulicach autobusy zdezelowane, z ogromnymi przebiegami i zamiast jeździć sprawne często się psują i to o zgrozo nie tam, gdzie przewoźnik by wolał, np. tuż przy granicy miasta. Jakimś światełkiem w tunelu są autobusy elektryczne. Mają jednak one swoje wady. Taki autobus jest dwa razy droższy w zakupie od nowego spalinowca. Na dodatek w jego cenie 1/3 to akumulatory. A te co kilka lat trzeba wymieniać. Nie ma też na dzień dzisiejszy rozwiniętego systemu ich ładowania. Nie można też ich doładowywać po trasie. Jak zabraknie prądu, to trzeba je po prostu ściągać. Na dzień dzisiejszy dokuczliwa jest ich jeszcze wysoka awaryjność. Na koniec okazuje się, że autobus elektryczny zimą jest zimny. Po prostu nie ma z czego brać energii na ogrzewanie swojego wnętrza.
Dalsza dyskusja potoczyła się ku trolejbusom, które też się nie obroniły. U tych spadają często szelki, nie mają siły jechać pod nawet małe wzniesienie, a te co jeżdżą, są technologicznie mocno przestarzałe. Nic dziwnego, że trolejbusy są tylko w trzech miastach w Polsce (licząc Trójmiasto jako jedno), w tym w naszych Tychach. Pesymiści zakładają, że jeszcze parę lat a i w tym mieście trolejbusy znikną jako relikt przeszłości.

Było jeszcze kilku dyskutantów skupiających się na braku jednolitej taryfy i jednakowych biletów na wszystkie środki komunikacji w Metropolii oraz na zbyt wysokie stawki (ktoś uznał, że za dwa bilety miesięczne to taniej jest dwóm osobom jeździć samochodem). Nawet przez chwilę dyskusji zasugerowano propozycję ogłoszenia całkowicie darmowej komunikacji zbiorowej, co jednak wywołało opór, bo wtedy tramwaje i autobusy zamieniłyby się w noclegownie dla bezdomnych.

Nie zmienia to wszystko jednak faktu, że jest u nas z transportem zbiorowym po prostu źle. Czy może być lepiej? Raczej nie. Wynika to również z tego, że nasze miasta się rozrastają. W ostatnich latach maleje liczba ludności w ich centrach a zwiększa się na peryferiach. Generuje to znaczne koszty transportowe. Z tym też nie potrafi sobie poradzić ani infrastruktura drogowa ani ograniczona liczba taboru. Na dodatek brakuje do pracy kierowców a ich liczba – ze względu zbyt niskie stawki wynagrodzeń w stosunku do oferty przewoźników towarowych – maleje w dramatycznym tempie.

Efektem tego wszystkiego jest wypływ na nasze drogi i ulice ogromnej liczby samochodów osobowych (zdecydowanie więcej na 1 mieszkańca niż w Europie Zachodniej), często kupowanych za niewielkie pieniądze, które zatykają w szczycie niemal całkowicie ruch drogowy Metropolii. Kolejnym dramatem jest, że liczba tych najtańszych samochodów sprowadzanych z zagranicy wciąż rośnie w tempie arytmetycznym i nie wiadomo, kiedy to się zmniejszy, a daj Boże zatrzyma. Bo trzeba też wziąć pod uwagę, że Zachód ze względu na wprowadzane coraz większe obostrzenia proekologiczne, radykalnie pozbywa się aut z silnikami diesla. Rzutuje to na mocny tam spadek ich cen – szczególnie tych używanych, a to podnosi atrakcyjność sprzedaży na wschód. Czyli na drogach największych trucicieli przybywa i w najbliższych latach będzie dalej przybywać.

Na tym dyskusja tego spotkania się zakończyła, a zebrani opuścili salę w zdecydowanie minorowych nastrojach.

No cóż, czy naprawdę nie ma dla komunikacji publicznej GZM żadnej nadziei, żadnego ratunku?!

Ależ jest! I to bardzo tani, niemal bezkosztowy, niskopłatny, ekologiczny i zdrowy – to nasz kochany rower! Tak, jak to zrobiono na Zachodzie, ludzi trzeba przesadzić na rowery, zbudować dobrą infrastrukturę dla ruchu rowerowego i wprowadzić w miastach bardzo dostępną sieć rowerów publicznych – zarówno z napędem tradycyjnym jak i elektrycznym. To jest najlepszy i jedyny na dziś ratunek! A czy najszybszy w realizacji? Na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie gospodarze samorządowi, metropolitarni i nawet sami mieszkańcy, którym ze swojej miłości do samochodów trudno zrezygnować.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *